WYJŚĆ ALBO NIE WYJŚĆ, CZYLI O SZAFIE OTOCZONEJ BARIERAMI

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
5 kwietnia 2017

Dzień po dniu otwieram nieśmiało kolejne drzwi. Szafa w szafie, jak matrioszka, stawia przede mną następne drzwi do otwarcia, przeszkody do pokonania, słowa do zrozumienia.

 

Mój pierwszy coming out

Szafę z moją niepełnosprawnością otwarłam mając 30 lat. Odkąd pamiętam, nienawidziłam słowa „norma”, mimo to próbowałam żyć „normalnie”. Trudno mi było przyznać się do swojej niepełnosprawności. Wypierałam to, że napotykam na jakieś bariery. Teraz wiem, że już wtedy nieświadomie outowałam się ze swojej niepełnosprawności. Gdy spotykałam się z dyskryminacją i przemocą w przestrzeni publicznej reagowałam, jednocześnie zastanawiając się, czego ci ludzie ode mnie chcą.

W końcu przyszedł czas, że otworzyłam przed sobą drzwi szafy, w której siedzi moja niepełnosprawność. Od ponad 10 lat robię to świadomie przed  innymi prawie non stop. Po co? Bo „po mnie nie widać”. Niedowidzę, nie dosięgam i mam kilka chorób przewlekłych, które utrudniają mi czasem wstanie z łóżka, a których nie widzi orzecznictwo i system. Ten ciągły coming out pomaga mi pokonywać bariery, na które napotykam. No bo nie wszyscy/wszystkie poczuwają się do odpowiedzialności, żeby je usuwać. Nie wszyscy/wszystkie jeszcze są świadome, że niepełnosprawność nie jest cechą osoby a rodzi się w momencie zetknięcia z barierami architektonicznymi, komunikacyjnymi, ale przede wszystkim tymi w ludzkich głowach.

Wychodzę z szafy, mimo, że nie zawsze mam na to ochotę. Zdecydowałam się na to, ponieważ uważam, że to jedyny sposób na zmianę sytuacji mojej i innych kobiet z niepełnosprawnościami. Moim marzeniem jest żyć w czasach, w których nie będę musiała myśleć o swojej niepełnosprawności, bo nie będzie barier.

Mój drugi coming out

Jestem kobietą nieheteroseksualną. Myślę i mówię o sobie - queer

W wieku ponad 40 lat, po wielu kilku latach terapii, otwieram kolejną szafę. Ten coming out jest dużo trudniejszy,. Żyję w kraju, gdzie homofobia zastępuje poszanowanie różnorodności. Obawiam się więc o bezpieczeństwo moje i bliskich.

Zapytacie mnie, po co to robię, skoro się boję? To proste: zaczęła mnie uwierać ciasna przestrzeń mojej szafy. To moja klatka a nie bezpieczna  przestrzeń, dlatego wychodzę z niej i krzyczę.

Krzyczę do was „Jesteśmy!”

Są wśród nas lesbijki, geje, osoby biseksualne, trans i queer z różnym stopniem sprawności. Jedne/jedni z nas siedzą w swoich szafach, bo tak zdecydowali albo zdecydowano za nie/nich. Inni/inne wyszli ze swych szaf, ale wcale nie jest im łatwiej. Wszystkich nas łączą bariery, na jakie napotykamy oraz doświadczenia dyskryminacji i przemocy.

Nie chcę pisać w imieniu wszystkich kobiet z niepełnosprawnościami, bo każda z nas czuje inaczej i ma różne doświadczenia. Piszę, bo chcę pokazać swoją perspektywę. Z doświadczenia wiem, że wyjście z szafy nie jest łatwe i potrzeba czasu, żeby najpierw zrobić to przed samą/samym sobą. Mnie to zajęło 40 lat. Może też tak być, że ten czas w ogóle nie nadejdzie, bo jest zbyt wiele do stracenia.

Idealną sytuacją byłoby, gdyby bliscy akceptowali naszą orientację psychoseksualną, szanowali nasze wybory i autonomię. Wspaniale byłoby, gdyby wspierano nas w dotarciu na spotkania z partnerem/partnerką czy środowiskiem LGBTQ. Według mnie w większości przypadków nieheteronormatywne kobiety z niepełnosprawnością intelektualną, ruchu czy wzroku, które wymagają wsparcia w codziennych czynnościach, nie decydują się na coming out przed bliskimi, bo konsekwencje mogą rażąco zagrażać jakości ich życia. Ryzykują brak akceptacji, utratę wsparcia w codziennych czynnościach, wykluczenie ze swojej społeczności, nie mówiąc już o zakazie integrowania się ze środowiskiem LGBTQ.

Z tyłu szafa, z przodu przeszkody

Powiecie, że jestem w uprzywilejowanej sytuacji, bo pracuję, żyję niezależnie z queerową rodziną. Tak, to prawda. Mimo to spotykam się jednak z wieloma barierami wynikającymi z bycia nieheteronormatywną kobietą z niepełnosprawnością.

Przede wszystkim temat nieheteronormatywności osób z niepełnosprawnościami oraz ich seksualność są tematami tabu. Z jednej strony organizacje wspierające osoby z niepełnosprawnościami zamiatają sprawę pod dywan. Z drugiej strony organizacje LGBTQ rzadko oferują nam wsparcie i piszą o nas na swoich portalach. A przecież my jesteśmy.

Jeżeli uda nam się już wyjść z szafy to napotykamy na bariery architektoniczne. Utrudniają nam one wyjście z domu, jazdę komunikacją miejską czy dotarcie do klubu lub na spotkanie społeczności LGBTQIA. Często nie możemy dotrzeć do informacji na temat spotkań i wydarzeń społeczności LGBTQIA, ponieważ strony internetowe, na których są zamieszczane informacje są zwykle niedostosowane (np. nieodczytywalne przez programy odczytu ekranu). Jeśli uda się nam znaleźć jakieś ogłoszenie, to brak w nim informacji o tym, czy budynek jest/nie jest dostępny (winda, podjazd, pętla indukcyjna), czy jest/nie jest zapewnione wsparcie asystenta/asystentki i tłumacza/tłumacza PJM. A przecież nawet informacja o tym, że czegoś nie ma, to dla nas ważna informacja.

To nie koniec... To początek!

Napisałam ten tekst kilku powodów. Po pierwsze zrobiłam to dla samej siebie, ponieważ mam dużą potrzebę wolności. A moja szafa była dla mnie klatką. Dziękuję wszystkim osobom, które mnie wspierają oraz tym, które zachęciły mnie do napisania artykułu. Po drugie chcę zwrócić uwagę środowiska LGBTQIA, że jesteśmy. Najbardziej jednak zależy mi na tym, żeby nieheteronormatywne osoby z niepełnosprawnością zawierały sojusze, szukały wsparcia oraz osób w podobnej sytuacji.

 

 

Autor: Katarzyna Żeglicka

Galeria

  • Powiększ zdjęcie Katarzyna Żeglicka

    Katarzyna Żeglicka